|
|
September 08 2010 01:44:18 |
|
[Przejdź do następnej nieprzeczytanej wiadomości] | [zobacz pełny tekst źródłowy wiadomości] | Fixed font - Proportional font Temat: Re: Jeszcze raz kochanie... Autor: Cezar Matkowski Data: 20 styczeń Starsze w wątku: 1 Użytkownik "diuka" <diuka@inode.at> napisał w wiadomości news:hj6shk$fc$1@inews.gazeta.pl... > Tytuł postu dedykuję wszystkim wielbicielom cRPG 18+ > <http://www.youtube.com/watch?v=f_ddChN8jbE> Moc! > Polecam słodkie ciacho na 1:36. Skojarzyło mi się to z Alistairem dorabiającym w pornolach do pensji templariusza. > Zdarzyło Wam się grać w jakąś grę kilka razy? Co Was do tego > zachęciło? > Co Was motywuje do przechodzenia gry po raz kolejny? Zakładam, że chodziło wyłącznie o cRPG, więc o nich będzie mowa niżej. Bo najczęściej wracam własnie do takich gier, a ściślej mówiąc, rzadko przestaję w nie grać. Dotyczy to zwłaszcza gier z serii "Civilization", "Europa Universalis" (i pochodnych, zwłaszcza "Crusader Kings") i "Total War". Na początku zaznaczę, że rzadko wracam do gier, w której już grałem i zwykle robię to po długim czasie. Najczęściej wynika to z faktu, że w większości cRPG nie ma to, przynajmniej dla mnie, większego sensu. Granie inną postacią to najczęściej sztuka dla sztuki, która mnie nie pociąga. Różnice fabularne są zwykle znikome, a różnice pomiędzy postaciami są mało odczuwalne. Co z tego, że mogę grać magiem, bardem czy wojem, skoro sprowadza się to tylko do innych sposobów tłuczenia przeciwników? No, ale bywają wyjątki. O nich niżej. I tak, na pewno dużą rolę odgrywa wciągająca fabuła. Nie musi być wielowątkowa, rozbudowana, długa, gruba czy gorąca, ale ma być dobra. Za dobry cRPG uważam takie gry, w których mam ochotę biec głównym wątkiem nie oglądając się na zadania poboczne, żeby dowiedzieć się, co się czasi za następnym zakrętem scenariusza. Oczywiście przejście gry w ten sposób automatycznie oznacza przejście jej jeszcze raz, tym razem na spokojnie. W moim przypadku tak było z "Falloutem 3", w mniejszym stopniu z drugą częścią serii (pewnie za młodu nie byłem taki niecierpliwy) i "STALKERem" oraz z serią "Dawn of War" (wiem, to nie cRPG). Co dalej? Na pewno interesująco zbudowany świat, czyli taki, który ma wiele różnych elementów i jest estetyczny. Jeżeli do tego jest egzotyczny lub historyczny, to już jest doskonale. Pasjami lubię odpalić Gothiki, żeby pobiegać sobie po normlanych lasach i pochodzić po autentycznych (choć małych) miastach. "Obliviona" zaczynałem chyba cztery razy i ani razu nie skończyłem wątku głównego. Za to "Wiedźmin" jest dobrym kandydatem na grę, do której wrócę. Ale to dopiero kiedy skończę koleną partię w F3. Bardzi mi się również wzajemnie wykluczające się wybory, z odroczeniem konsekwencji i połaczone z GreyandGreyMorality, czyli szaro-szarą moralnością. Lubię gry, w których nie ma elfich ministrantów walczących z głupimi bucami, tylko są ludzie ścierający się o sprawy z pozoru mało sensowne i jak najmniej odwołujące się do odwiecznej walki dobra ze złem. Preferowane starcia koncepcji politycznych i ekonomicznych. W przeciwnym razie mało mnie ciągnie do grania postacią "inną". W większości gier nie wybieram ścieżki "złej", bo się wtedy czuję jak koń w polskim filmie. Czyli zażenowany. W P:T frakcje były co prawda słabo rozegrane, ale np.: decyzja w sprawie Milczącego Króla była bardzo miłym motywem. Podobne rzeczy były nienajgorzej rozwiązane w "Morrowindzie", dużo słabiej w "Oblivionie" (możliwość przynależności do wszystkich frakcji naraz dość skutecznie zabiła chęć ponownego grania). Co jeszcze? Ano dodatki. Do niektórych gier wracałem po wyjściu sensownych rozszerzeń. Jeżeli od wydania gry do pojawienia się dodatku minęło trochę czasu, zwykle zaczynałem od nowa. Tak było z "Nocą Kruka", "Shivering Isles" czy wydaniem GOTY "Fallouta 3". Nie liczę przy tym amatorskich modów fabularnych i dodatków nie mających związku z podstawką (jak w przypadku "Storm of Zehir" czy "Mysteries of the Westgate"), bo to tak naprawde nowe gry na starym silniku. Na koniec to, do czego wracam w sposób naturalny, czyli klasyka. Często wracam do tych gier tylko po to, żeby upewnić się co do wyższej jakości współczesnych gier, ale niektóre stare cRPG są wciąż zaskakująco grywalne (bo np.: przygodówki nic nie straciły na swoim uroku, zwłaszcza te od Lucasarts i Sierry). Czasami wracam, bo nie miałem czasu rozegrać dłuższej partii, albo po prostu zapomniałem, o co w grze chodziło. Do żelaznych klasyków-powrotników należą u mnie "Darklands", "Superhero League of Hoboken", "Ultima Underworld" i trylogia "Das Schwarze Auge" . > 7. Początkowo bardzo ucieszyło mnie Divinity2, fajne zagadki, można > w > różny sposób porozwiązywać questy, ale... Ale tej grze czegoś brak. > Nie > mam chęci by w nią grać ponownie, może za rok, dwa. Albo jeszcze > później. "Divinity 2" popełniła kilka wręcz kardynalnych grzechów projektanckich. Ja przerwałem we Fiordach Orobaskich i jakoś nie mam ochoty wracać przez pewien czas. Ale może to akurat wynik tego, że po prostu mam lepsze gry do grania i za mało czasu, żeby grać dużo. Pozdrawiam Plot... Plot never changes. |
|
| Wygenerowano w sekund: 0.23 | 52,918 Unikalnych wizyt |